Trochę się porobiło

Zaniedbuję bloga? No może. Trochę się ostatnio porobiło.

Zaczynając od zdarzeń najdawniejszych to hmm..tydzień z Mikołajem? Było..fantastycznie. Byliśmy na parku trampolin, w nowo otwartej galerii w Gdyni gdzie wybraliśmy dla mnie buty, pohuśtaliśmy się na huśtawce i narobiliśmy lipy dziewczynie, która nie wylogowała się z facebooka! Nigdy nie logujcie się w takich dużych obiektach. Ja nawet namawiana tego nie zrobiłam, bo sądzę, że to nie jest za bardzo bezpieczne, po za tym zawsze można ZAPOMNIEĆ o niewylogowaniu jak ta pani, którą serdecznie pozdrawiam ;). Dalej fryzjer (no właśnie moja nowa fryzurka), kino, spacery, gotowanie, filmy, obiad z jego rodzinką, granie w pokera na grube miliony z monopola z moją familią, te sprawy. Taka miłość <3

Najbardziej poruszający moment? Gdy w przed dzień wyjazdu nie mógł mnie wypuścić z objęć. Trochę się wtedy pokłóciliśmy..a tą reakcją pokazał, że mimo wszystko naprawdę mnie kocha. To trochę głupio brzmi. Nie można przecież kochać "na niby". Ale fakt jest taki, że tak bardzo wtedy to czułam. Naszą wzajemność zależność.

Pokłóciliśmy się…no db tym razem z definitywnie mojej winy. Zrobiłam źle i nie chcę do tego wracać. Wydaje mi się, że zrobiłam tak, bo mając coś na sumieniu łatwiej wybacza się innym. Głupie. Ale postanawiam poprawę, a wybaczenie już otrzymałam, więc myślę, że jestem odkupiona.

Może teraz słowo wytłumaczenia "Czemu już tak dawno nie było żadnego wpisu??". A no bo właśnie. Tydzień z Mikołajem, gdzie nawet w domu rzadko mnie widziano, no a teraz małe harowanko w szkole. Zmieniłam klasę, na że tak powiem bardziej "ambitną". Muszę nadrobić kilka tematów z biologi, caaałą chemie (rozszerzona..), no i 2 działy z matmy (też rozszerzonej). Do tego uczyć się na bieżąco, bo tu już nie ma przelewek. Dobrze, że na razie z treningami mamy spokój, bo bym tego nie ogarnęła.

Ah. Na razie tyle pisania. Powoli bo się rozpier… ;)

Kocham życie, kocham biologie…boże daj mi cierpliwość.

W.

DO DOMU!

Wiecie co wam powiem? Powiem wam, że JADE DO DOMU!

O tak to nie ściema, znów sięgnę po marzenia <3 takie rymy haha

Mam dziś bardzo dobry humorek. Idę z Darią i z Dorotką troszkę dziś zabalować na wioskę, a jutro wyjeżdżam na caaały tydzień.
Wiecie z kim się zobaczę? Hehe na pewno! Niedziela 23:30 Gdańsk. Waiting all day all night <3

I chodź boli głowa to w końcu z humorkiem
W.

Lepiej późno jak wcale

No i nadszedł długo wyczekiwany koniec sezonu!

Przeżyłam w te dwa ostatnie tygodnie 2 naprawdę ciężkie zawody na torze.
Po 1. Mistrzostwa Polski elity i największą fazę sezonu.
Po 2 Mistrzostwa Polski LZS (Ludowych Związków Sportowych), bardzo dla mnie udane, gdyż na żadnej konkurencji oprócz punktowego, na których ledwo trzymałam się na rowerze, nie wychodziłam z pierwszej piątki. Trzeba dodać też, że startowałam w kategorii open, czyli od 17 lat wzwyż. Dodatkowo uznanie od trenera i chyba pierwszy raz poczułam się naprawdę mocna. Wykręciłam swój życiowy czas na 200m z lotu. Jednym słowem nie miałam kiedy łapać formy.. Ale lepiej późno jak wcale ;)

Co do moich spraw sercowych, to nie wiem czy można użyć stwierdzenia „wszystko wróciło do normy”, ale na pewno jest lepiej. Pan OBRAŻONY sobie o mnie przypomniał i chyba zrozumiał. „A nie mówiłam!” Takk..Monika MIAŁAŚ RACJE. Jednak dobrze, że tak zareagowałam. Inaczej nic by się nie zmieniło. Teraz inaczej do wszystkiego podchodzę. Jestem bardziej zdecydowana, pewniejsza siebie..silniejsza? No w każdym bądź razie już nigdy się nie ugnę. Skoro będzie jego wina to na pewno nie będę ja przepraszała.

A tak na marginesie, to strasznie się cieszę, że się odezwał. Za 5 dni jadę do domu, a on za 7. „Musimy porozmawiać”. Będzie się działo.

W.

Lustrzane odbicie stanu mojego serca

Rozglądam się. Jestem w Toruniu. Lodowisko „Tor tor”. Hmm..Sanok ma dziś mecz, ale w sumie po co tu jestem, skoro Mikołaj i tak nie gra bo ma karę? A tak w ogóle to przecież z nim już nie jestem. Kto by tam wiedział. Odzywa się mój telefon. Odbieram. Znajomy głos, to on.
- Wiesz..już za Tobą tęsknie. Chociaż przed chwilą się przelizałem z jakąś laską.
Że co proszę? Nie myśl o tym, nie myśl o tym. Co Cie to obchodzi?
Idę przez korytarz. Mijam wiele pokoi – szatnie, biuro, łazienkę. Znowu korytarz. Podnoszę wzrok. To nie może być on. A jednak. Całuje się z jakąś dziewczyną o długich falowanych włosach w różowej sukience do kolan. Przestają. Nagle on patrzy się na mnie, tak jakby cały czas wiedział, że tam stałam bezczynnie im się przyglądając. Ma w oczach spokój i pogardę. Chyba się cieszy, że byłam świadkiem tego incydentu. Kręci mi się w głowie. Odwracam się i idę w przeciwnym kierunku. Łzy wzbierają mi w oczach. Przechodzę pospiesznie przez pomieszczenia. Korytarz. Znowu on. Świat staje, a ja utraciwszy panowanie, bezwładnie upadam na ziemie. Mdleje. Chwilę później moje ciało zaczyna się trząść. Wewnętrzne turbulencje. Jak atak. Podchodzi do mnie z tą samą pogardą w oczach. Patrzy na mnie z góry. I z lekkim uśmiechem, poprzedzanym chichotem mówi tylko:
- Co ty myślisz, że ja acodinu nie ćpam?
Odchodzi. Moje ciało się uspokaja. Smutek, żal, słabość teraz przeradzają się w gniew. Nie ma innych uczuć. Tylko nienawiść. Płaczę. Idę. Niby nie wiem, gdzie poszedł a jednak podążam jakbym wiedziała gdzie powinnam iść. Przechodzę przez kolejne pokoje. Napotykam ogromne drzwi. Już wiem, że to wyjście na lód. Tam gdzie wstęp mają tylko zawodnicy i trenerzy. Mimo zakazu przekraczam próg i mimo tysiąca sprzeciwów wypływających z ust znajdujących się tam ludzi podchodzę do niego. Mój krok jest pewny. Oczy wypełnione złością. Chwytam go za koszulkę, wyprowadzam. Zaczyna się. Bije go. Uderzam coraz mocniej. Z całej siły. Pada na ziemie, a ja nie przestaje. Brzuch, twarz. Jestem dla niego tak okrutna, jak on był dla mnie. Karzę jego ciało, jak on skarał moje serce. W końcu przestaję.
Patrzę na niego. Leży skulony i przestraszony. Moje emocje znowu ulegają zmianie. Czuję, że za chwilę stanie się coś złego. Zaczęłam wojnę. Odchodzę z miejsca pobojowiska. Idę szybkim krokiem. Czuję…czuję, że kogoś mam na ogonie. Lekko się odwracam i kątem oka widzę jego. Tak. Idzie za mną jak cień. Jak wspomnienia, od których nie można się uwolnić. Przyspieszam lecz on razem ze mną. Znów mijam te same pomieszczenia. Powiększa się we mnie strach. Pierwsze drzwi. Łzy nie przestają mi płynąć. Drugie drzwi. Czuję się jak w horrorze. Trzecie drzwi. Nagle patrzę. Za trzecimi drzwiami są od razu kolejne. Ale nie… te już są zamknięte. W moim sercu jest tylko przerażenie. Jestem w łazience. Schować się, gdzie się schować. Wchodzę do jednej z kabin. Strasznie tu ciasno. Zamykam się. Cisza. Po chwili słychać skrzyp drzwi. Mocne, pewne kroki. Zatykam usta, by nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Bum bum. Moje serce bije stanowczo za głośno. Otwiera. Patrzy na mnie, ale już nie ze spokojem. Widzę w nim władzę. Chwyta mnie za twarz. Podnosi do góry i patrzy. Nic nie mówi. Nie musi. Po moich policzkach spływają miliony łez. Nie chcę tu być. Tak bardzo się boję. Spuszcza wzrok w dół. Przesuwa oczami po każdym centymetrze mojego ciała. Niby nie dotyka, a boli. Boli mnie to jak nie mnie patrzy. Zaczyna mnie rozbierać. Jestem już bez bluzki. Wyrywam się z okrutnym płaczem. Uciekam. Obraz się rozmazuje. Znowu jestem w jego rękach.
- Proszę nie.. – mamroczę błagalnie. On nie słucha. Trwa w milczeniu. Tym razem ma w ręku nóż. Delikatnie podnosi go na wysokość moich ramion i zsuwa nim ramiączka od stanika. Tak bardzo nie chcę tu być. Nie mam siły nic zrobić. Tylko płaczę. W moim sercu jest tylko przerażenie i rozpacz.

Spokojnie jestem cała. To tylko sen. Koszmar. Chyba za bardzo przeżywam ostatnie wydarzenia, skoro spotykam się z nimi (oczywiście w podkoloryzowanej formie) w śnie. W naszej głowie podczas snu bowiem powstaje wizualny obraz naszych emocji. Tak. Zawsze wiedziałam, że coś z moją wyobraźnią jest nie tak.

Tak bardzo bym chciała żeby się wszystko ułożyło.

W.

Dobrze, że nie wiesz co u mnie bo pękło by Ci serce.

Dobra, chyba przyszedł czas na parę faktów…

1. Nie jestem już z Mikołajem. Zerwałam z nim dziś rano. Nie miałam siły już tego wszystkiego znosić.. Czemu to się wszystko tak musiało skończyć do cholery. Ale przynajmniej zebrałam komplement, że jestem „odważna”.

2. W pierwszej chwili po zerwaniu czułam się jakbym zrzuciła ogromny ciężar, teraz natomiast towarzyszy mi tylko i wyłącznie poczucie samotności. Czemu tak jest? Przecież bycie singlem jest ponoć SUPER.

3. Zawsze myślałam, że jak dzieje się między nami źle to powinnam pokazać mu jak bardzo cierpię, że tylko on jest sensem mojego życia a bez niego sobie nie poradzę, tym czasem właśnie to nas zniszczyło. Dałam mu tym pewną „władzę” nade mną. Zabrakło tej pewności siebie, niezależności. Może dlatego tak zaczął do tego podchodzić? Wiedział, że i tak z nim będę. W tym wyżywaniu się na mnie widziałam jego problemy. Myślałam, że po prostu gdzieś te emocje związane z trudnością mieszkania poza domem muszą ujść, a do mnie miał największe zaufanie, więc kierował to wszystko właśnie w moim kierunku. Ale przecież mi też jest ciężko. To facet powinien nieść ten ciężar. Nie dałam rady…

4. Chłopak, w którym widziałam rzekomo „to coś” chyba mnie olał. Dziś jak się mijaliśmy to tylko „cześć, cześć” i tyle… i choć z Moniką mamy mnóstwo kumpli z internacie, mogłabym mieć każdego, to ja akurat chcę jego.. A najgorsze jest to, że w sumie nie wiem, czy dalej mi się podoba…może naprawdę widziałam w nim z tęsknoty Mikołaja? Super najpierw miałam prawie, że dwóch, a teraz żadnego. Czad.

5. Czemu nic mi się nie układa?

6. Przepraszam, ale jeszcze jakiś czas będę musiała się zająć konkretnie własnymi problemami póki zajmę się „doradztwem” jak niektórzy to nazywają. Mam nadzieje, że zrozumiecie.. Zresztą pewnie i tak nikt tego nie czyta, więc po co się łudzę?

7. MIŁOŚĆ JEST DO DUPY

8.Każdy chłopak to skurw*syn. Nie warto się do nich przywiązywać, ufać im i uwaga !!! – SŁUCHAĆ ICH PIEPRZONYCH OBIETNIC. Każdy facet ma wmontowany w sobie symptom głupoty . ~ Monika

„Nie ma Cie gdy moje życie spada w dół
Nie ma Cie gdy wszystko łamie się na pół
I nie ma Cie i nie wiem już gdzie jesteś, ale dobrze,że
nie wiesz co u mnie bo pękło by Cie serce..”

W.

Nic mnie to nie ochodzi

Nie wiem co robić. Jestem rozbita. Smutna. Jestem zła. Na siebie czy na niego? Na nas.. nie. Na niego.

Nadszedł ten czas kiedy to ja potrzebuje od kogoś rady. Ale w sumie po co, jak i tak ich nie słucham. Potrzebuje po prostu zobaczyć jakie mam opcje. Możliwości.
Zawsze najciężej jest z czegoś zrezygnować. Pojawiają się pytania „co będzie potem?”, „warto zostawiać to w czym tyle się tkwiło?”, „co mnie przez to ominie?”. Ale trzeba też pamiętać, że koniec jednego jest początkiem czegoś nowego.

Nie można. Powtarzam nie można przekreślać siebie po jednej kłótni. Tych kłótni było mnóstwo.

Mówią, że źle robię. Daje za dużo. Jestem na dobre i na złe. Nie odpuszczam. Nie poddaje się. Tkwię w tym choćby to miało mnie zabić. Czemu nie odpuszczę? „Jesteś za łatwa. Powinnaś pokazać mu, że on też może Cie stracić. Nie widzisz tego? Wypracował sobie chory system. Musi się na Ciebie o coś obrażać. Wie, że i tak z tym nic nie zrobisz. Musisz pokazać mu, że ty też masz tu coś do powiedzenia.”
Czy miłość pomimo wszystko jest zła? Jeśli tak to już jej nie rozumiem. Moje wszystkie „mądrości” się nie sprawdzają. A raczej działają do czasu. Wszystko się jednak kiedyś kończy. Związek to nie sport indywidualny. Jesteś zależny od tej drugiej osoby. Nic nie zdziałasz, jeśli tylko ty się będziesz starać. Nic. Potrzebna jest współpraca i świadomość, że działamy wspólnie. Co z tego, że ja chcę. Co z tego, że przepraszam, kocham, potrzebuje. Co z tego…on nie chce. Nic go to nie obchodzi.

I tu pojawia się ktoś inny. Czuje…czuje coś podobnego. Ale to nie może być miłość. Moje serce próbuje zobaczyć w kimś innym Mikołaja. Jestem słaba. Nie mogę na razie nic z tym robić. Wiem, że nie myśle teraz racjonalnie. I nie wiem czy to przez to, że zostałam zraniona, czy przez to, że chcę się odegrać? Zemścić? Pokazać, że mogę być jeszcze gorsza? Czy chcę żeby on cierpiał tak jak ja? Czasem tak. Chciałabym żeby to poczuł, a równocześnie nie życzę tego nikomu. To za mocny ból.

Nie jestem słaba. Tyle już przetrwałam. Tak długo walczyłam. Hmm..może dlatego tak bardzo go kocham? Bo sama sobie go wywalczyłam. Jest moim sukcesem. Walczyłam po to żeby go mieć. A nie żeby teraz go stracić. Z drugiej lecz strony to nie ja powinnam się starać. No bo w końcu skoro pomimo tego wszystkiego dalej z nim jestem, to on powinien to docenić.

W głowach młodzieży panuje przekonanie, że jeśli jedna osoba się stara to drugiej nie zależy i na odwrót. Nie może zależeć obojgu? To bez sensu. Ja się tak nie bawię. I co, żeby mu zaczęło zależeć mam go olać? Jak znam moje szczęście to zasada nie zadziała i wtedy już w ogólne zrezygnuje…

Miłość to najgorsze uczucie… Wierci dziurę w sercu i ściąga na dno. A ponoć prawdziwa miłość to „gdy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze”. Skoro mnie kochasz to podaj mi rękę. Wciągnij. A jak nie to i tak już nie mam po co tu być..

„Myślisz, że jak sobie popłaczesz to coś da?”

Tak, tak. Teraz będzie non stop o moim cierpieniu. A co. Mój blog to mogę!

W.

Zgoda. To przecież proste

Hej.
Wczoraj pisałam trochę zagadkowo, poplątanie, ale co poradzić…ciężko skleić coś konstruktywnego podczas „gdy moje życie spada w dół”. A więc odnośnie tego wszystkiego dzisiejszy temat.

Kłótnie.
W związku przeżyjemy ich całe mnóstwo. Jedni uważają, że to właśnie dzięki nim było im dane przetrwać ze sobą tyle lat, a inni przeciwnie – przez jedną sprzeczkę rozchodzą się (ta druga wersja znacznie częściej występująca sądzę obecnie).

W dzisiejszych czasach, czasach nowości, pieniędzy, przepychu i ideałów, chcemy aby nasz partner był doskonały. Dopracowany pod każdym względem. Większość ludzi nie wie tak naprawdę czym jest prawdziwa miłość. Ją trzeba poczuć. Tutaj w sercu. Patrzeć w głąb oczu, w duszę, a nie na warstwę wierzchnią. Można kochać pomimo zarobków, wyglądu czy też szacunku społecznego. Można a nawet trzeba. Lecz teraz.. Gdy występuje jakaś „usterka”, coś się psuje, zamiast naprawiać jak za dawnych lat to wyrzucamy, bo przecież możemy mieć nowe. A jeśli ktoś kiedyś wyrzuci nas? Ludzie to nie rzeczy. To istoty żywe. Posiadają uczucia, które łatwo zranić.

I tutaj znowu. NAPRAWIAĆ, czyli się godzić to znaczy dążyć do konsensusu. KONSENSUS jak wiadomo z lekcji wiedzy o społeczeństwie występuje wtedy i tylko wtedy gdy obie strony konfliktu albo zaakceptują wzajemne racje, albo obie odpuszczą. W sytuacji, gdy tylko jedna osoba da spokój w myśl „będę mądrzejszy” nie ma mowy o konsensusie.

Więc? Więc najlepiej żeby obie strony odpuściły, bo dociekanie kto ma racje, a kto nie może trwać w nieskończoność przez ambicję obu stron. Nikt się nie podda. Bo przecież tu już nie chodzi o prawdę. Tu chodzi o honor. Walka w imię swojego ego nie rokuje niczego dobrego w związku.

Dzisiejsza nauka:
Lepiej się kłócić. <—— mało realna opcja, a przynajmniej trudna do zrealizowania
lub
Obustronnie odpuszczać. Każdy powinien się przyznać do swojej, częściowej winy.

Po co przekreślać coś co budował się długi czas, co daje nam szczęście, na rzecz własnego ego? Zawsze wina stoi po dwóch stronach.. Ważne żeby to dostrzec, przyznać się i pogodzić. To przecież proste. A jeśli chodzi o sprawę "będę mądrzejszy" to można to wykorzystać w wyborze kto pierwszy poda rękę na zgodę.

Ciężko się buduje, łatwo niszczy. Pamiętajcie o tym. Być upartym to cecha nie koniecznie pozytywna.. Często mydli oczy. Zasłania to co ważniejsze. Odsłoń zasłonę złości, zobacz jak to wszystko jest niepotrzebne..

W.

Taką wodą być

Tak na dobrą sprawę nic nie wiesz..

Nie wiesz ile dla mnie znaczysz. Nie wiesz jak mi jest z tym wszystkim ciężko… ty tam, ja tu. Tylko świadomość, że tyle dla Ciebie znaczę trzyma mnie w całości. Tylko przez to się jeszcze nie poddałam. Tylko dla tego walczę. Bo wiem, że jest warto. Bo mi obiecałeś…i dlatego jestem pewna. Pewna swojej przyszłości. Przyszłości z Tobą. Jesteś wszystkim tym co mam i tym co mogę stracić w każdej sekundzie…

Chciałabym taką wodą być, co otuli ciebie całego i ogrzeje ciało, zmyje resztki parszywego dnia i uspokoi każdy nerw, zabawnie pomarszczy dłonie, a kiedy zaśnie będzie wiernie przy twym łóżku stać, a nie tą co całą noc żałośnie tłucze się po oknie. Wczoraj, nie liczy się…

Nie jestem idealna..nigdy nie będę. Nie muszę. Chciałabym być tylko Ciebie warta.

Przepraszam Cie kochanie..tęsknie :(

W.